środa, 8 czerwca 2016

Rozdział 10

- Fajnie, że mnie zostawiłaś - sarknął za mną, gdy przekroczyłam próg muzeum.
Przewróciłam oczami śmiejąc się w środku. Wiedziałam, że za mną pójdzie. No może nie wiedziałam. Tak myślałam, albo miałam taką nadzieję. Cokolwiek by to nie było - sprawiło mi satysfakcję.
- Ja Cię nie zostawiłam - powiedziałam zatrzymując się i odwracając w jego kierunku. Uśmiechnęłam się złośliwie, po czym dodałam - Możesz po prostu chodzić szybciej.
Słyszałam jego chichot, zanim się odwróciłam. Chwilę później kątem oka mogłam dostrzec, że jego krok dorównał już mojemu i oboje, ramię w ramię szliśmy..
- Tak w ogóle dokąd my idziemy? - spytałam, zdając sobie sprawę z tego, że nie mam pojęcia właściwie, dokąd zmierzamy. Ja i mój refleks...
- Gdzie nas nogi poniosą - powiedział szturchając delikatnie moje ramię, po czym odsunął się na chwilkę.
- Plaża? - zasugerowałam. Spojrzał na mnie w tym samym momencie, w którym ja spojrzałam na niego. Znów mrok zielonych tęczówek kazał mi niejako podążać za sobą, ustalając uprzednio własny, nienaruszony szlak. Były tajemnicze, aż prosiło się, by je odkryć. 
Nie można było z nich wyczytać nic konkretnego, bo nie zmieniały swojego odcienia, swojej wielkości czy natężenia wzroku. Nie dawały mi nic istotnego, żadnej konkretnej informacji, która ujawniałaby tożsamość Erica Blacka, który wiedział o mnie więcej, niż bym chciała. 
Podążyłam swoimi oczyma, studiując niejako jego twarz i starając się w niknąć w głąb niego. Na próżno. Był jak skrzynia skarbów zamknięta i zakopana tak szczelnie, że wydobycie jej było niejako dokonaniem niemożliwego. 
- Możemy i pójść na plażę.
Spokojny ton jego głosu i niesamowite opanowanie sprowadziło mnie na ziemię.
Po raz ostatni zerknęłam na jego oczy, po czym powróciłam do swoich myśli, które nieprzypadkowo opuściły moje usta.
- Nie łatwo Cię rozszyfrować.
Usłyszałam jego stłumiony śmiech. Lekko oburzona spojrzałam na niego, na co ten z westchnieniem zapytał:
- A co w tym trudnego?
- W tym, że nie znam odpowiedzi na moje pytania, względem Ciebie.
Zastanowił się chwilkę, po czym dodał:
- A co konkretnie chciałabyś wiedzieć?
- Dlaczego tak rzadko mówisz o sobie? Dlaczego nigdy nie masz zbyt wielu pytań? Dlaczego potrafisz odpowiedzieć na wszystko tak zwięźle i tajemniczo? 
W mojej głowie rozegrało się jeszcze milion pytań z serii ,,Dlaczego", ale po moim wywodzie nie nastąpiła odpowiedź na żadne z nich, ku mojemu rozgoryczeniu i niezadowoleniu. 
Eric po prostu pokiwał głową, dając mi znak niejako, że przyjął do wiadomości, co powiedziałam. Schował dłonie do kieszeni, patrząc przed siebie i co jakiś czas schylając głowę, by kopnąć kamień, który przesuwał się wraz z nami. Naszym tempem.
- Nie odpowiesz? - spytałam.
Cisza trwała jeszcze chwilkę. Nie móc już dłużej wytrzymać, otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale Eric znając doskonale wyczucie czasu, postanowił przerwać moje oczekiwania i zaczął:
- Ciekawość i niecierpliwość nie są zbyt dobrymi cechami. Zbyt wiele Cię interesuje Darkness. Owszem, mógłbym powiedzieć Ci teraz o sobie wszystko, co tylko byś chciała. Ale nie miałoby to dla Ciebie większego znaczenia, gdyż byłyby to tylko puste słowa, zaspokajające Twoją ciekawość, nic nie znaczące, puste słowa. Gdy jednak odpowiedź na którekolwiek z zadanych przez Ciebie pytań wyniknie sama z siebie, przy jakiejś okazji, odpowiedź na te pytania będzie miała dla Ciebie ogromne znaczenie, gdyż będziesz wiedziała, ile pracy kosztowało Cię, by dowiedzieć się, jak ona brzmi. Nabierzesz do niej sentymentu. Nie ma sensu wszystkiego mówić od razu. Poza tym, stracilibyśmy całą frajdę - zakończył z szerokim uśmiechem, zostawiając mnie i moje myśli na pastwę burzy mózgów. 
Inteligentni ludzie są podli.
***
Sobota. Upragniony dzień, początek weekendu, taki przed-przedponiedziałek.
Tego dnia całą paczką wybraliśmy się na plażę. W sumie dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy ja i Eric poszliśmy w te miejsce w dniu ,,wolnym" od szkoły. Wtedy też Jacob i Alice złożyli nam wizytę i dołączyli do nas.
Szykowałam właśnie odpowiedni strój kąpielowy. Tego dnia nie miałam ochoty tylko siedzieć i patrzeć w wodę.
- Czerwony - usłyszałam za sobą. Spojrzałam na czerwone bikini ze strojnym wiązaniem u szyi.
- A co myślisz o turkusowym? - podniosłam z łóżka turkusowe monokini ze zdobieniami. Było moim ulubionym.
- Jak się opalisz w ten sposób, to będziesz śmiesznie wyglądać - Alice się zaśmiała. Przewróciłam oczyma.
- O której mamy się z nimi spotkać? - spytałam, odwracając się w jej kierunku.
- Za... Dziesięć minut? Masz mało czas.
Zlustrowałam ją wzrokiem.
- Wyglądasz świetnie - powiedziałam komentując jej białe monokini ze ślicznymi zdobieniami.
- Nie zastanawiało Cię nigdy to, że jak dziewczyna skomplementuje dziewczynę, to nikt nie doszukuje się podtekstu, a jak facet faceta to... Sama wiesz, no nie?
Zaśmiałam się. Czasem dziwiły mnie jej wnikliwe, ale zarazem tak logiczne pytania.
- Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, ale gdyby faceci zachowywali się identycznie jak dziewczyny w stosunku do siebie, świat byłby jeszcze dziwniejszy.
Chwilę później zeszłyśmy do chłopaków. Obaj byli już gotowi, więc ruszyliśmy w drogę. Oczywiście Alice u boku swojego chłopaka, ja natomiast nie narzekałam na to, że mnie przypadł zaszczyt rozmowy z Erickiem.
- O czym myślisz? - spytał po chwili.
- Czasem zastanawiam się nad Twoimi słowami. Tymi, które powiedziałeś mi ostatnio.
Brunet zmrużył brwi i spojrzał na mnie niezrozumiale.
- Mówiłem Ci dużo rzeczy. Co konkretnie masz na myśli?
- To o cierpliwości.
Teraz na jego twarz wdarł się uśmiech. Spojrzałam przed siebie na przyjaciół, ale oni prowadzili jakąś zaciętą konwersację na swoje tematy, bo nie skupiali się na niczym wokoło. Czasem zazdrościłam Alice, że znalazła swoją bratnią duszę, przyjaciela, przy kim nie musiała nikogo udawać, mogła być sobą i mówić wszystko. Ta relacja nie opierała się tylko na romantycznym uczuciu, ale przede wszystkim na przyjaźni. To było piękne. Wiedziałam, że kiedy zostaną parą staruszków nadal będą kochać się i szanować tak samo, jak teraz.
- I do jakich wniosków doszłaś? - moje rozmyślania brutalnie przerwał zielonooki.
- Do tego, że masz rację.
Kiedy wypowiedziałam te słowa uśmiech dumy wkradł się na jego twarz.
- Ale jednak patrząc na to szerzej, Ty po prostu stwarzasz otoczkę zbyt dużej tajemniczości, więc naturalnym jest moja niecierpliwość - dodałam dumnie. Przewrócił oczami.
- Twoja kolej, Darkness - powiedział. Domyśliłam się, że chodziło mu o zadawanie pytań, co sprytnie wyłapałam.
- Czego najbardziej się obawiasz?
***
Rozdział z dedykacją dla Sawci, wiernej przyjaciółki której sceptyzm, ironia i humanizm towarzyszy mi od czterech lat :D Oraz Invisible, która jak sama nazwa wskazuje, od jakiegoś czasu jest niewidzialna, przez co bardzo ubolewam. In, jeżeli to czytasz to wiedz, że ja czekam na Twój powrót na bloggera!
Kochani komentatorzy, czytelnicy - wam również bardzo dziękuję. Za polecenie bloga, za komentowanie i wsparcie. Na razie zaniedbałam wasze blogi, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. To przez poprawki i nawał pracy w szkole :( Postaram się to nadrobić w sierpniu.
Dziękuję wam raz jeszcze. Do napisania kochani!

środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 09

- Pytaj o co chcesz - powiedziałam, wzruszając ramionami i dalej idąc przed siebie.
Tak naprawdę w głębi nie czułam się na siłach, by odpowiadać na pytania lub nawet nie byłam gotowa ich usłyszeć. W każdym razie bałam się tego, że nie będę potrafiła podać tak wymijających odpowiedzi jak on. Był strasznie inteligentny, a tacy ludzie są przebiegli.
Z drugiej strony liczyłam na to, że ponownie zada pytanie, na jakie mu nie odpowiedziałam.
- Książka, do jakiej potrafisz wrócić kilkakrotnie?
Okey... Nie tego się spodziewałam. Jego nie szablonowe pytania coraz bardziej mnie zastanawiały i dziwiły zarazem. Co może być ciekawego w informacji, jakie książki ktoś lubi czytać?
- Mam takie trzy. Pierwszą oczywiście jest ,,Duma i Uprzedzenie" autorstwa Jane Austin. Urzeka mnie w niej to, ile postaci autorka odwzorowała, ile nadała im cech osobowości i jak wspaniale to uczyniła. Drugą będzie ,,Jesienna Miłość" Nicholasa Sparksa, który jako jeden z nielicznych autorów potrafi wywołać we mnie skrajne uczucia... I oczywiście seria ,,Niezgodna" Veroniki Roth, której raczej opowiadać nie trzeba.
Zamyślił się na chwilkę. Spojrzał gdzieś w dal, ale nie mówił nic. Nie skomentował tego. Nie wyśmiał. Nie pochwalił. Nic. Głucha cisza.
W zależności od sytuacji zmieniają się nasze pragnienia. Kiedy jesteśmy chorzy, pragniemy być zdrowi. Kiedy jesteśmy samotni, pragniemy bliskości drugiej osoby.
W tym momencie ja pragnęłam poznać jego myśli, które były jedną, wielką enigmą. Moim pragnieniem stało się zaspokojenie ciekawości.
I kiedy już prawie wbrew sobie zaczęłam otwierać usta, by zadać mnie nurtujące pytanie, on nagle uśmiechnął się, jakby czytał w moich myślach i powiedział:
- Twoja kolej.
- Ja będę mniej tajemnicza niż Ty - powiedziałam pół żartem pół serio. Przyjrzał mi się z zaciekawionymi, zielonymi tęczówkami, a jego usta ułożyły się w słowa:
- Jestem tajemniczy?
Odsunęłam się od niego na pół metra i przyjrzałam całej twarzy. Na jego ustach uformował się ciekawski, lekko kpiący uśmieszek, świadczący o jego rozbawieniu. Przekręciłam więc oczyma i zadałam najbardziej oczywiste pytanie, które najbardziej mnie interesowało:
- Czemu skłamałeś na temat Twoich rzekomych kuzynów?
Jego twarz automatycznie spochmurniała i teraz to on odsunął się ode mnie, odwracając twarz w przeciwnym kierunku.
- Czemu tak bardzo Cię to interesuje? - spytał, dalej ruszając powolnym krokiem, więc podążyłam za nim.
- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
- To osoby, jakie muszą ze mną być. Jesteśmy tymczasowo związani.
Powiedział to bez żadnego zająknięcia, jakby recytował formułkę. I szczerze powiedziawszy, zaczęłam zastanawiać się, czy on serio nie recytuje żadnej formułki.
- Ciekawość nikomu nie służy, Vanesso - usłyszałam jeszcze przy swoim uchu.
- Moja kolej.
***
Kolejny dzień zapowiadał się obiecująco. Od rana powiedziano nam w szkole, że zamiast zajęć lekcyjnych, nasza klasa miała zajęcia w terenie. Cokolwiek to znaczyło.
Oczywiście moi kochani przyjaciele (Jacob i Alice) postanowili, że zabiorą się z nami (czyli oczywiście ze mną i Erickiem).
Tak więc moja nowa paczka, w której skład wchodził nowy członek (Black), postanowiła mnie nękać przez całą drogę i - uwaga! - jeszcze złożyli pakt, co chwila zakładając się, kto wkurzy mnie bardziej.
- Serio Eric? - spytałam w drodze do muzeum narodowego, gdy kochany żartowniś postanowił ,,dać" mi gumę, która raziła prądem. Jakim cudem? Każdy chyba zna ten żart, więc nie trzeba opowiadać.
- A byłem pewien, że ode mnie nie weźmiesz! - krzyknął zadowolony z siebie oraz ze swojego durnego żartu.
- Dlaczego to ja stałam się waszą ofiarą? - spytałam wzdychając. Przyjaciele spojrzeli po sobie, po czym ponownie wybuchnęli śmiechem. Zirytowana przewróciłam oczyma. Tego było za wiele!
Postanowiłam więc ich ignorować. Ignorowanie to najlepszy sposób, by pozbyć się niechcianych komentarzy czy osób. Nikt nie lubi być lekceważony.
Kilkanaście kąśliwych uwag jeszcze przemknęło pod moim adresem, dopóki nie znaleźli innego tematu.
Poczułam szturchnięcie ramieniem, a po chwili głęboki głos koło ucha:
- Foch?
Już widziałam ten złośliwy uśmiech, który pokrył jego twarz.
- Forever - dodałam z wewnętrznym uśmiechem, który mimowolnie odczuwałam.
- Daj spokój, to tylko żarty - wzruszył ramionami.
Spojrzałam w jego kierunku na ułamek sekundy. Ale tyle mi wystarczyło, by dostrzec, jak jego kieszeń się odsłania, a biała fiolka jakiś tabletek przemknęła mi ponad wzrokiem.
Pierwsza myśl: sterydy. To dlatego był taki umięśniony. Mimo wszystko nie zostałam na domysłach.
- Co to za tabletki? - spytałam nieco ciszej, nie chcąc, by przyjaciele słyszeli o czym rozmawiam z Erickiem. Stoicyzm na jego kamiennej twarzy był widoczny aż za bardzo. Wziął dłonie do kieszeni, złapał za fiolkę i ścisnął ją troszkę za mocno.
- To? - spytał, a na jego twarz powrócił łobuzerski uśmiech - Witaminy, które muszę jeszcze troszkę brać.
- Wydaje mi się, że to sterydy - powiedziałam z przymrużonymi oczyma.
- Masz rację. To coś na ich bazie - zaśmiał się pod nosem. Wywróciłam oczyma.
- Kochani, jesteśmy na miejscu! - oznajmiła nauczycielka prowadząc nas do....
- Czy to... Muzeum? - spytała zniesmaczona Alice, na co parsknęłam śmiechem.
Moja kochana przyjaciółka nie była fanką niczego, co miało za sobą jakąś przeszłość, a rzeczy w muzeum do najnowszych nie należały.
Słyszałam tylko słowa pocieszenia od jej rozbawionego wzruszonego chłopaka, który co chwila przewracał oczyma, gdy marudziła mu w ramię.
- Panie przodem - uśmiechnął się szarmancko zielonooki, puszczając mnie w drzwiach.
- A bydło tyłem - uśmiechnęłam się szeroko, ale przeszłam obok niego, wymijając jego osobę.
Dostrzegłam jeszcze tylko szereg białych zębów, jakie ukazał po moim sarkastycznym żarcie. Czasem fajnie jest się na kimś odegrać.
***
- Tu widzimy słynny obraz...
- Psst - usłyszałam koło ucha. 
- Eric, przez Ciebie nie usłyszałam nazwy obrazu - udałam oburzenie, ściszając ton głosu do szeptu. Uśmiechnął się zaczepnie, po czym dodał:
- On i tak Cię nie interesuje. Chcesz gdzieś wyjść?
- Muszę pierw znaleźć Jacoba i Alice - powiedziałam wzdychając.
- Oj, o nich się nie martw. Wyszli jakieś pół godziny temu.
- Beze mnie?! 
Moje oburzenie naprawdę sięgało zenitu. Szuje...
- No wiesz, kazali Ci przekazać, ale jakoś wyparowałaś mi w tłumie - uśmiechnął się szeroko, a ja skrzyżowałam ramiona na piersiach. 
- Przecież cały czas łazisz koło mnie krok w krok.
- Jesteś taka niska, że ciężko Cię zauważyć.
Nie podobała mi się ta ,,zabawna" aluzja na temat mojego wzrostu. No okey, nie należałam do wysokich osób, ale komentować wzrost? To tak jakby osobą grubym wypominać, że mają nadwagę.
- Jakbyś chciał wiedzieć, to w podstawówce byłam jedną z wyższych osób w klasie - wypięłam dumnie pierś do przodu, krzyżując dalej swoje dłonie, a jedną z brwi uniosłam do góry na znak ,,I co? Łyso?".
Eric parsknął śmiechem, niemalże zwracając uwagę innych na swoją osobę. Nie przejmując się tym również skrzyżował dłonie na piersiach, stanął w podobnej pozie i z rozbawieniem dodał:
- A co? Uczyłaś się w klasie liliputów?
Przegiął. Odwróciłam się na pięcie i szukałam wyjścia z muzeum. Jasnym było, że pójdzie za mną oraz jaśniejszym było to, że mimo iż nie pokazałam tego na zewnątrz, wewnątrz odczuwałam chęć jego towarzystwa. 
Drażniło mnie w nim wszystko: od jego uśmieszków, poprzez ton głosu, a kończąc na niesamowitych docinkach. Był inteligentny i to było miarą wszystkiego. Potrafił sprytnie ze wszystkiego wybrnąć, znaleźć argumenty na każdą sprawę, czy skompromitować osobę, która chciała skompromitować jego. Odbijał piłeczkę na swoją korzyść. Był jedną z nielicznych osób potrafiących nagiąć rzeczywistość pod swoim kątem w sposób tak prosty, jasny i logiczny, że aż niemożliwy.
Dodatkowo był kimś, z kim czas chciało się spędzać i spędzać i spędzać. Odkrywać zakamarki jego egzystencji. Dowiedzieć się, co skrywa za tajemnice. Posłuchać jego głosu i dać się zaskoczyć odpowiedzią, nieszablonowością jego sposobu bycia.
Taki był Eric. Był niczym pająk, rozwijający swoją sieć pajęczą. A ja powoli i dobrowolnie stawałam się jego ofiarą.
***
Rozdział z dedykacją dla Ciebie Sawciu, komentatorze anonimowy i ostatni. (Pamiętaj, że nie jestem już Ruda :p Jestem SZATYNKĄ!). Dziękuję azaliż waćpanno iście za wyrażenie dozgonnej opinii, która w Twoich ustach jest jak komplement xD 
Dziękuję każdemu czytelnikowi bloga za wsparcie, za to, że czekacie i jesteście ze mną :*
Do napisania!

piątek, 6 maja 2016

Rozdział 08

Przyjaciel. Kogo można nazwać taką osobą?
Ja z pewnością tym mianem mogłam określić Alice. Gdy miałam doła - ona mnie z niego wyciągała. Nie przeszkadzały jej moje chwile załamania, napady lękowe czy sporadyczny płacz. Widziała mnie w najgorszym stanie, w najbardziej psychicznym nastroju czy w najgorszym humorze, ale mimo to, postanowiła zostać ze mną.
Jednak czy przyjaciele to tylko same plusy? Oczywiście, że nie. Wtedy istniały by tylko doskonałe przyjaźnie, a jak wiemy, ludzie są niedoskonali, więc nasze przyjaźnie do idealnych nie należą.
Alice wiedziała doskonale, kiedy narobić mi siary. To była jej główna alternatywa, a czasem miałam wrażenie, że cel życiowy.
Szczególnie przy osobach, na jakich mi zależało.
Tak więc dla jasności - wymowna mina Alice nie tylko mnie rzuciła się w oczy. Mój nowy kolega (a może już nawet przyjaciel, bo w końcu nie codziennie ktoś daje mi karmelki) również zauważył jej wyraz twarzy. Kiedy go spostrzegł przeniósł rozbawione spojrzenie na mnie i uniósł wysoko brwi.
Zrobiłam grymas na twarz, ku jego całkowitemu rozbawieniu, po czym we czwórkę weszliśmy na salę gimnastyczną.
***
- Dlaczego zawsze siadasz z tamtymi chłopakami? 
To pytanie wyszło z ust bardzo nietaktownej Alice, kiedy tylko mieliśmy długą przerwę. Cała czerwona mocno uderzyłam ją pod stołem w kostkę, a ta zrobiła minę niewiniątka i niejako zapytała ,,Ale co ja takiego powiedziałam?". Eric przeniósł na nią swoje zielone tęczówki, po czym wziął łyka swojego napoju. Uśmiechnął się do niej, po czym dodał:
- To moi kuzyni.
- Nigdy z nimi nie rozmawiasz - zauważył Jacob. Widzę, że nietaktu uczy się od swojej dziewczyny.
- Wolimy obserwować.
Spojrzałam na bruneta, kiedy wypowiedział te słowa, o dziwo patrząc wprost na mnie. Zabrzmiało to... Tajemniczo, ale i dziwnie zarazem. Co mogli obserwować? 
Uśmiech nie schodził mu z twarzy, tym bardziej, kiedy zadałam kolejne pytanie:
- Więc to jakieś wasze hobby, tak? Obserwować wszystkich na stołówce, by później mieć o czym gadać?
Eric zaśmiał się ponownie i pokiwał z niedowierzaniem głową. Myślałam, że nie odpowie na to pytanie, ale on najwyraźniej świetnie się bawił, kiedy dawał zdawkowe odpowiedzi.
- Nie wszystkich. Tylko niektórych.
Chciałam wypalić z pytaniem ,,Kto dokładnie jest na liście osób, o jakich mówisz?", ale powstrzymałam się, nie chcąc robić z siebie drugiej Alice. Musiałam uznać, że niestety ta odpowiedź powinna mi wystarczyć, a ja przegrałam. On nic nie powie. 
- Jak tam idzie wasz esej? - Jacoba nie można było nie lubić. Potrafił zawsze wyratować mnie z jakiejś sytuacji (nie licząc tego, że również sam mnie czasem w nie wpakowywał, ale pomińmy ten szczegół) i trafnie zmienić temat. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, ale nim zdążyłam otworzyć usta, Eric wyprzedził mnie i dodał:
- Ness jest skłonna do współpracy.
Spojrzałam w jego kierunku, krzyżując dłonie na piersiach i mrużąc oczy. Tak chce się bawić?
- Eric też jakoś znajduje czas.
Jego krzywy uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył. Również skrzyżował dłonie na piersiach. 
Siedzieliśmy na przeciw siebie, starając się nawzajem rozszyfrować. Musiało to wyglądać komicznie. 
- Oj Nessie... Cudem mnie ujmujesz w grafiku.
Słyszałam szept (bardzo głośny szept) Alice w kierunku Jacoba i jej ekscytację, kiedy powiedziała:
- Słyszałeś! Słyszałeś jak ją nazwał? Nessie! Jak słodko...
Przewróciłam oczyma, a Eric ukazał szereg swoich zębów. Wiedział, że nienawidziłam tego przezwiska. 
- Sam mi układasz grafik, Black.
Kiedy myślałam, że wygrałam tę bitwę słowną, Eric po raz kolejny mnie zaskoczył, mówiąc jakby szeptem:
- Bo mi na to pozwalasz, Darkness.
Czego w tymże dniu się nauczyłam?
a) z Erickiem Blackiem nie wygrasz, choćbyś chciała.
b) Eric jest tajemniczy i strasznie intrygujący i zawsze wie, co powiedzieć.
c) podczas wymiany kilku zdań zdążył użyć trzech moich przezwisk.
Westchnęłam głośno i mruknęłam coś niezrozumiale pod nosem, na co cała moja paczka się zaśmiała. Czułam, że Eric zagości tu na dłużej, że zostanie naszą częścią.
Mimowolnie spojrzałam na stolik, przy jakim zawsze siedział. Z nutą przerażenia spostrzegłam, że kuzyni Blacka wcale nie byli zadowoleni z faktu, że był razem z nami i bacznie nas obserwowali. Pytanie brzmi: Dlaczego?
***
- Zagrajmy w 20 pytań - zaproponowałam, gdy właśnie Eric odprowadzał mnie po kinie do domu.
Cała nasza paczka pożegnała się tuż po zjedzeniu prowizorycznego posiłku w zacnej firmie typu ,,Mc-Donald", po czym moi kochani przyjaciele stwierdzili, że są zbędni i zostawiają mnie pod opieką ,,naszego przyjaciela". Tak. Nawet już zaprzyjaźnili się z Erickiem!
- Aż tak bardzo chcesz mnie poznać? - spytał ze swoim cwanym uśmieszkiem.
- Pff. Chciałbyś - prychnęłam, ale w głębi siebie wiedziałam, że Eric się nie myli. Im dłużej spędzałam czas w jego towarzystwie tym bardziej chciałam go poznać. Ciekawiło mnie kilka rzeczy.
- Skoro tak bardzo Ci zależy, o czym jestem święcie przekonany, to możemy zacząć.
Mimo, że nie pokazałam tego po sobie, to byłam niesamowicie szczęśliwa, a od środka skakałam jak małe dziecko, które dostało ulubiony przysmak.
- Więc... - już miałam mówić, gdy brunet wszedł mi w słowo i zatkał swoją dłonią moje usta. Spojrzałam na niego mrużąc brwi.
- Ale ja zaczynam - uśmiechnął się szeroko. Przewróciłam oczyma, a on zabrał swoją dłoń. Szliśmy ramię w ramię, przez chwilkę w ciszy. Zaczęłam intensywnie myśleć, o co może zapytać. Ale Eric jest nieszablonowy, nieprzewidywalny.
- Gdybyś miała możliwość w tym momencie wyjechać w jedno, dowolne miejsce, jakie byś wybrała?
- Liczyłam bardziej na ,,Twój ulubiony kolor".
Eric zaśmiał się cicho, ale nie skomentował tego. Cierpliwie czekał na moją odpowiedź. Cierpliwość to cecha, jakiej powinnam się od niego uczyć.
- Toskania.
Spojrzał na mnie, gdy tylko podałam tę odpowiedź.
- Dlaczego akurat tam? - spytał dociekliwie.
- Już wykorzystałeś jedno pytanie. Teraz moja kolej - uśmiechnęłam się szeroko, na co wzruszył ramionami.
- Czy osoby siedzące przy Twoim byłym stoliku to serio Twoi kuzyni? - spytałam. Eric spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Byłym stoliku? - spytał rozbawiony.
- No... Rozumiem, że skoro zostałeś ochrzczony mianem naszego nowego przyjaciela, to takowym zostaniesz i dołączysz do paczki - powiedziałam starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco. Nie drążył, na szczęście.
- W takim razie oficjalnie jestem członkiem waszej paczki - uśmiechnął się w perlistym uśmiechu, którym zazwyczaj mnie obdarza, po czym dodał:
- Moja kolej.
- Wydaje mi się, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie - sprytnie zauważyłam.
- No tak. Tak naprawdę, to nie moi kuzyni.
- Więc czemu skłamałeś?
Eric zatrzymał się, więc i ja zrobiłam to samo. Spojrzał mi w oczy przenikliwym spojrzeniem, jakiego nie udało mi się rozszyfrować. Po chwili lekko się nachylił i wykrzywił wargi, a oczy lekko przymrużył. Spojrzałam na niego pytająco, gdy on po prostu powiedział:
- Teraz moja kolej, Darkness.
***
Witajcie moi mili! Rozkręcamy się z fabułą :p
Postaram się pisać troszkę dłuższe rozdziały, póki jeszcze mam trochę czasu. Zapewne w wakacje, o ile nie będę zajęta, rozdziały będą częstsze.
Nie mam niestety teraz zbyt wiele czasu, by odpowiedzieć na wasze komentarze, więc dodam tylko, że bardzo mnie zmotywowały, za co jestem wam, każdemu z osobna, wdzięczna. 
Dziękuję wam wszystkim.
Do napisania!

niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 07

,,Jednak mogę dziś wpaść".
Dochodziła niemalże 22:00, kiedy dostałam tego sms-a od oczywiście mojego kumpla od eseju.
,,Obawiam się, że jest za późno, by dziś cokolwiek robić".
Byłam padnięta. Nie miałam zamiaru tego dnia robić nic, oprócz włożenia słuchawek do uszu i rozkoszowania się pojedynczymi liniami muzycznymi, które w połączeniu tworzyły ulubione dźwięki moich piosenek. Kochałam rozkoszować się każdą nutą, jaka docierała do moich uszu.
,,Dasz radę jutro po szkole?".
Dziwne było, że Eric w ogóle pytał mnie, czy mam czas. Zazwyczaj sam wolał się nim rządzić. Uśmiechnęłam się delikatnie, ale niestety zdałam sobie sprawę, że następnego dnia to ja nie mogę nic robić. Westchnęłam i odpisałam:
,,Jutro ja, Alice i Jacob wychodzimy do kina".
Zastanowiłam się chwilkę, po czym dodałam, wiedząc oczywiście, że będę żałować tego, co napisałam:
,,Może pójdziesz z nami?".
Kiedy przez kolejne pięć minut nie dostałam żadnej wiadomości poczułam się po prostu głupio. Może odebrał to jako jakieś... Inne intencje? Może wcale nie miał ochoty? A co jak mnie wyśmieje? I przede wszystkim: dlaczego ja się przejmuję?
,,Nie chcę przeszkadzać".
Odetchnęłam z ulgą, kiedy odczytałam tę wiadomość. Uśmiechnęłam się pod nosem i z niedowierzaniem pokręciłam głową. Eric Black był nie pewny siebie? Toż to absurd.
,,Nie będziesz. Ucieszą się".
,,Więc nawet nic nie wiedzą?".
Kiedy dostałam tę odpowiedź zrobiło mi się rzeczywiście troszkę głupio. A co jak Alice i Jacob nie będą chcieli z nim gadać?
,,Ucieszą. Się".
Kliknęłam ,,wyślij" i uśmiechnęłam się. Po chwili dostałam ostatnią tego dnia wiadomość:
,,:)".
Więc odebrałam ją, jako zgodę. Miałam przynajmniej nadzieję, że to właśnie oznacza ta treść.
Po chwili włożyłam do uszu słuchawki i usłyszałam, jak rozbrzmiewają się pierwsze dźwięki akustycznej wersji ,,Give Me a Sign" zespołu Breaking Benjamin. Zasnęłam z uśmiechem na ustach. I tym razem nie spowodowała tego muzyka.
***
- Więc Eric Black zgodził się zostawić swoją paczkę i razem z nami wyjść do kina? - spytała z niedowierzaniem moja przyjaciółka, w czym zawtórował jej chłopak.
- To znaczy... Wysłał buźkę... Ale tak, raczej się zgodził.
Jacob podrapał się po blond czuprynie, a po chwili zaśmiał się pod nosem. Spojrzał na mnie i pokręcił głową, dodając:
- Aż mi się wierzyć nie chce.
- Mnie też - westchnęłam. Na szczęście nie usłyszeli mnie, z czego bardzo byłam zadowolona. 
Szliśmy akurat na wuef. Poprzedniego dnia dowiedzieliśmy się, że zajęcia z wuefu będziemy mieć razem, dlatego byłam naprawdę zadowolona.
Gdy szliśmy w stronę hali gimnastycznej spotkaliśmy Erica. Zauważyłam go (w przeciwieństwie do innych) już z odległości kilkunastu metrów.
Rozpoznałam ten krzywy uśmieszek, przymrużone oczy, które dodawały mu atrakcyjności. Te zielone tęczówki, które były w kolorze tak pięknego szmaragdu, że wydawały się aż nienaturalne.
Czarne, zmierzwione włosy, dołeczki w policzkach...
Tak. Eric zdecydowanie był najatrakcyjniejszym z moich przyjaciół. Nie, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie, ale jak porównywało się go na tle innych można było dostrzec, że jest aż zbyt perfekcyjny. 
Zbliżył się do nas pewnym siebie krokiem i przywitał mnie swoim standardowym powitaniem:
- Witaj, Darkness.
Alice zrobiła ciche ,,awwww" i miałam wrażenie, że zaraz:
a) roklei się
b) rozmarzy z wrażenia
c) szturchnie mnie w ramię i zrobi ,,brewki"
Czy przewidziałam, że zrobi wszystkie te rzeczy? Tak. Bo właśnie to zrobiła.
- Hej, Eric - zaczął Jacob - Słyszałem, że dziś wybierasz się z nami.
Byłam bardzo wdzięczna Jacobowi, że zaczął rozmowę i sprawił, że Eric był mniej spięty. Brunet jednak zwrócił całą uwagę na mnie i spytał:
- Nie wiem, idę?
Uśmiechnęłam się szeroko, przewracając oczyma.
- Tak zrozumiałam Twoją wczorajszą wiadomość.
Tym razem spojrzenie jego zielonych tęczówek skupiło się na moim przyjacielu:
- W takim razie, tak. Wybieram się z wami.
Od środka po moim organizmie rozprzestrzeniło się wszechogarniające ciepło. Tak bardzo chciałam się szeroko uśmiechnąć, że policzki zaczęły mnie boleśnie piec, przez powstrzymywanie ich.
Zagryzłam mocno wargi od środka, po czym spuściłam głowę.
- A potem napiszemy esej - usłyszałam jeszcze ponad swoją głową. 
Spojrzałam w górę napotykając jego wzrok i prychnęłam:
- Dziś nie mam dla Ciebie czasu, Eric.
Kąciki jego ust uniosły się na tyle, że mogłam dostrzec jego uzębienie. Te przekrzywione wargi, które układały się w uśmiech, były bardzo zaraźliwe. Po chwili spojrzałam na moją przyjaciółkę, która po raz kolejny gestem brwi pokazała, że jest aż nad zbyt zadowolona.
I wtedy cały czar prysł.
***
Hej, Haj, Helloł!
Rozdział dedykuję nowej, kochanej czytelniczce: Kasi Turbańskiej. Twój komentarz podniósł mnie na duchu i naprawdę dodał mi motywacji ;)
Muszę Ci coś wyznać - też nigdy nie miałam zadatków na humanistę xD Również jestem ścisłowcem w liceum medyczno-politechnicznym (Bio-Chem pozdrawia! :D). Naprawdę dziękuję za całego serduszka za treść i patetyczność Twojej wypowiedzi.
Dziękuję każdemu czytelnikowi, za komentarz. Czekoladko - nie ważne, kiedy skomentujesz. Dla mnie liczy się, że w ogóle <3
Lauren, niestety, też mam takie wrażenie :/ Coraz więcej osób pisze na wattpadzie i to tam zaczyna się rozwijać. Dziękuję za link do piosenki ;)
Emi - mam nadzieję, że już niedługo dodasz coś na swoim blogu :D Jak byłam ostatnim razem, niestety go zawiesiłaś :/ Liczę więc na szybki powrót ;)
Aniu i Karlee - wam również dziękuję za komentarze <3
A teraz żegnam!
Do napisania! :*

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 06

Poniedziałek. Dzień znienawidzony przez wszystkich pracowników, studentów czy uczniów, w tym również mnie.
Poniedziałki zawsze kojarzą się z powrotem do szkoły i końcem weekendu. To taki początek oczekiwania na piątek i odliczanie dni do końca tygodnia.
W poniedziałku nie ma nic ciekawego. Ludzie zazwyczaj nie planują tego dnia nic szczególnego, a zachowują się tak, jakby wstali lewą nogą. Wtedy nawet cudze mruganie wydaje się wkurzające.
Co gorsza, w poniedziałki niemalże zawsze trzeba wstać wcześnie rano. Nigdy nie byłam rannym ptaszkiem i raczej nigdy nim nie zostanę. Moje samopoczucie w poniedziałki znacznie się obniżało, a jakakolwiek euforia, która powinna zostać z niedzieli, znika gdzieś bezpowrotnie.
Esej. Kolejny powód, dla którego poniedziałek wydał się mało atrakcyjny.
Wstałam, a raczej rzec można - zwlokłam się z łóżka, po czym poszłam wykonać wszystkie poranne czynności w pomieszczeniu czystości i rozkoszy.
Z rana nigdy nie byłam jakaś bardzo rozmowna, a już szczególnie tuż po obudzeniu. Można by nawet dodać, że stawałam się bardziej markotna i wredna. Dlatego też dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że gdy tylko wyszłam z toalety i zostałam tam ,,Pana od Karmelków" jakoś specjalnie się nie ucieszyłam. Ba! Byłam nawet lekko podirytowana.
Z moich ust, dość cicho, pod nosem padały różne słowa narzekań, których ów osobnik nie mógł usłyszeć. Na jego szczęście.
- Co ty tam szepczesz pod nosem? - spytał rozbawiony, po czym skrzyżował dłonie na piersiach.
- Po coś tu przylazł? - spytałam głosem rozkapryszonej, znudzonej dziewczynki.
- Ciebie też miło widzieć - wyszczerzył zęby w perlistym uśmiechu, po czym jak gdyby nigdy nic swój plecak rzucił w kąt mojego pokoju, a sam rozwalił się na kanapie.
- No tak - sarknęłam - czuj się jak u siebie.
Eric z rana był jeszcze bardziej irytujący niż jakakolwiek jego odmiana. Chociaż nie. Arogancki Black przewyższał wszystko. Nie lubiłam pewnych siebie, aroganckich knypków. Jednak udało mi się zauważyć, co wcale nie było takie trudne, że jedynie na zajęciach lingwistycznych Eric staje się sam w sobie osobą, z jaką nie chciałabym mieć nigdy więcej nic do czynienia.
Czasem zastanawiam się ile tak naprawdę on ma obliczy. Potrafi zmienić się z sekundy na sekundę i zaskoczyć mnie czymś nowym, czymś lepszym. Zaskakujący ludzie, to intrygujący ludzie. A intrygująco-zaskakujący ludzie to osoby, których nie da się kontrolować. W moim przypadku tu powinna pojawić się lampka alarmowa, która powiedziałaby: ,,Trzymaj Blacka na dystans", jednak od jakiegoś czasu przestała wysyłać mi sygnały ostrzegawcze. Zostały więc tylko wątpliwości, a ja nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć.
- Miałem taki zamiar - powiedziawszy to usadowił swoje stopy na blat mojej ławy. Zacisnęłam pięści i przewróciłam oczyma, nie chcąc dać po sobie znać, że naprawdę mnie to zdenerwowało.
Panowanie nad sobą to jedna z licznych cech, z jaką miałam problem. Myślę jednak, że z nią był największy. Panowanie nad sobą to świadome kontrolowanie swoich słów, czynów, myśli oraz uczuć czy emocji.
Wszystko miało ze sobą powiązania. Kiedy o czymś myślisz - zazwyczaj to mówisz. Kiedy coś mówisz w gniewie, nakręcasz się coraz bardziej, co przechodzi do czynów. A jeśli połączyć to z negatywnymi emocjami, które wtedy zaczynają nami rządzić bądź uczuciami (nie ważne czy pozytywnymi czy negatywnymi) do osoby drugiej, rodzi się istny koszmar.
Dlatego ludzi, którzy mają wypracowaną tę cechę lub przeobrażoną ją w stoicyzm, naprawdę podziwiałam.
- Nie odpowiedziałeś na pytanie, co tu robisz - powiedziałam, zaczynając powoli pakować rzeczy do torby.
- Przyszedłem po Ciebie, bo się stęskniłem - odpowiedział ironicznie, a mimo to, uśmiech z jego twarzy nie zmniejszył się nawet o milimetr.
- O jak słodko - oczywiście jadowite słowa musiały opuścić moje ust. Najbardziej sarkastyczny uśmiech wdał się na moje usta, po czym został skierowany w stronę bruneta. Jego śmiech odbijał mi się echem w uszach, kiedy rozszedł się po całym pomieszczeniu.
- Tak Cię to bawi? - spytałam, podnosząc torbę na ramię. Eric poszedł za moim przykładem i również wstał.
- Tak. Robisz wtedy taką komiczną minę - ukazał rząd perliście białych zębów, po czym narzucił torbę na ramię.
- Nie lubię niezapowiedzianych gości - ta aluzja powinna wystarczyć każdemu normalnemu człowiekowi. Nie jemu.
- Ja też nie. Jesteśmy tacy podobni!
- Chciałbyś - powiedziałam pod nosem, ale nie skomentował tego. Wspólnie opuściliśmy moje dotychczasowe lokum.
***
- Masz błąd - szepnął tuż koło mojego ucha.
Siedzieliśmy właśnie na Angielskim i pisaliśmy kartkówkę. Musiałam więc użerać się z jego komentarzami, które rzekomo miały mi pomóc. Czy pomagały? Bynajmniej.
- Możesz się wreszcie zamknąć? - spytałam przez zaciśnięte zęby.
Po raz kolejny moje słowa go rozbawiły. Ja nie widziałam w tym ani trochę komizmu, ale jak widać Eric bawił się w najlepsze.
Kiedy próbowałam po raz kolejny skonstruować zdanie (co nie było łatwe) usłyszałam głos nauczyciela:
- Oddajemy kartki.
Westchnęłam głośno, po czym przeniosłam swoją na róg ławki. Wiedziałam, że i tak nie zaliczę tej kartkówki, a komentarze Erica nie pomagały mi. Raczej dobijały.
- Dziś nie mogę pisać z Tobą eseju - powiedział nagle ni z tego ni z owego. Jego słowa strasznie mnie zaciekawiły, czego nawet nie śmiałam przyznać.
- Okey - to była moja jedyna odpowiedź. Czasem żałowałam, że grałam kogoś, kim nie jestem. Że nie byłam w pełni sobą, że nie chciałam odkryć maski i ujawnić tajemnicę, jaką skrywałam.
Ale taka byłam i z tym czułam się bezpieczna. Jakiejkolwiek decyzji bym nie podjęła - i tak bym żałowała. W tamtym momencie liczyłam, że Eric po prostu sam z siebie zaspokoi moją ciekawość i opowie, co jest ważniejsze niż pisanie eseju. Ale nic takiego się nie stało. Do końca lekcji Eric milczał na ten temat, choć miał do powiedzenia multum rzeczy na każdy inny.
Moje myśli jednak obracały się wokoło jego słów z języka angielskiego. Przez myśl przechodziły mi przeróżne scenariusze.
Tylko który mógł okazać się prawdziwy? To wiedział tylko sam Eric,
***
Witajcie! Dziś brak weny i brak czasu :p
Ale za to humorek jak najbardziej pozytywny i optymistyczny! :D
Kochana Inbvisible - Uwielbiam Twoje komentarze! Nie musisz ciągle rozwodzić się nad moją pracą :p
Tak dawno nie czytałam nic Twojego, że chętnie dowiedziałabym się cokolwiek, co masz do powiedzenia :D I mam nadzieję, że w następnym komie wreszcie powiesz coś o sobie (i kiedy rodział!!!) :D
Kochani, w sumie wszystkim dziękuję za komentarze. Dla mnie liczą się nawet te najkrótsze, w postaci serduszek. Przynajmniej wiem, że czytacie!
Te dłuższe dają mi motywacji i mocnego kopa do pisania :D
Pamiętajcie, że piszę dla was :)
Do napisania!

czwartek, 14 kwietnia 2016

Rozdział 05

Czas płynie nieubłaganie. Podobno dwie rzeczy ludzie pragną cofnąć najbardziej: wypowiedziane słowa i czas, który przeminął. Jednak obu z tych rzeczy cofnąć się nie da, a rozmyślanie co by było gdyby, lub układanie w głowie scenariuszy rozmów, które nigdy nie miały i nie będą miały miejsca, po prostu dołuje.
Ludzie sami siebie niszczą, sami dobijają się wewnętrznie. Owszem, czasem ktoś może nam przypomnieć o jakimś wydarzeniu i  to rozbudza w nas tęsknotę i ból, ale najczęściej sami sobie to robimy.
Ja o moich bliznach na psychice potrafiłam rozmyślać godzinami, gdy tylko spojrzałam w lustro. To było jak rozdrapywanie ran, patrzenie, jak ulatuje krew, czekanie na strupa i po raz kolejny rozdrapywanie ran. Ten niekończący się proces był tak bardzo bolesny, że czasem sama zastanawiałam się, czemu to robię.
A potem w głowie wyświetlały mi się słowa ,,By nie zapomnieć". Nigdy nie chciałam pamiętać o tym, co się stało i w gruncie rzeczy w jakimś sensie tak było. Ale z drugiej strony nie chciałam całkiem zapomnieć, bo to pozwalało mi kształtować nową osobowość, jaką niejako założyłam na siebie.
Co jednak, gdy od trzech lat robisz ciągle to samo, popadasz w rutynę i męczysz się sam ze sobą? Odpowiedzią na to pytanie był Eric Black - szukasz kogoś, kto dostarczy Ci nowości, bo rutynowość Cię wykańcza. Black pozwalał mi żyć, na nowo poczuć coś, czego nie czułam od dawna. Ale jednocześnie strach przed nieznanym, kolejnym zranieniem oraz oczywiście przed samą sobą doprowadzał mnie do porządku i starał trzymać w ryzach.
Była niedziela. Poprzedniego dnia Eric i ja nic nie robiliśmy, a w sumie nawet nie widzieliśmy się. Uczyłam się więc w akademiku.
Mimo, że była dość osobliwa pora roku, temperatura stale była wysoka, co umożliwiało mi pójście na plaże. Znałam mój własny, cichy zakątek, na który zachodziłam każdej niedzieli. Kiedyś pomiędzy dwiema palmami zamontowałam tam hamak i od tamtej pory spędzałam tam czas, czytając książki. Była to moja osobnia. Gdy kończyłam czytać jakąś powieść, po prostu wskakiwałam do wody, ciesząc się ostatnimi promieniami słonecznymi, nim zaszły z powrotem w głąb oceanu.
Po raz kolejny rozłożyłam się na hamaku i dałam upust swoim nerwom w moim małym zaciszu, moim azylu.
,,Co porabiasz?"
Tej treści wiadomość przerwała mój odpoczynek. Nadawca był oczywisty. Tylko Black potrafił zacząć wiadomość bez żadnego ,,hej, co słychać".
,,Rozkoszuję się ostatnimi godzinami bez Ciebie"
Kliknęłam wyślij, zadowolona z mojej wypowiedzi. Nie była ostra, nie była urażająca. No może była, ale kogo to obchodziło?
,,Auć. Zabolało. Co polecasz na złamane serce?"
Uśmiechnęłam się, gdy przeczytałam treść wiadomości.
,,Kiedy nic nie pomaga, polecam obżerać się słodyczami"
To przynajmniej był mój sposób na troski i problemy. Grunt to szybki metabolizm! Kogo ja oszukuję... Rano musiałam po prostu wszystko zrzucić po 40-minutowym biegu.
,,Co najbardziej lubisz?"
Domyśliłam się, że pyta o słodycze. Bez namysłu odpisałam:
,,Wszystko, co ma związek z karmelem"
,,Dobry wybór, Darkness"
Na tę wiadomość nie odpisałam, a i on nie wznowił próby nawiązania kontaktu. Odłożyłam książkę i zaczęłam rozkoszować się w zaciszu.
***
Wracałam do akademika spokojną alejką. Wiatr powoli dawał o sobie znać, mierzwiąc mi włosy i głuchym echem odbijając mi się od uszu. Jedynym śladem po słońcu, którego już nie było widać, zostało kolorowe niebo, w odcieniach pomarańczu i żółci. Gdzieniegdzie widziałam lazuryt tak piękny, że zapierało dech w piersiach. Kochałam obserwować niebo. Kochałam widzieć chmury. Zmienność, kolory, to przypominało mi o życiu. Dla małych rzeczy warto żyć.
Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia mojej kawalerki zauważyłam, że coś jest nie tak. Może i nie jestem jakoś nad zbyt pedantyczna, ale dokładnie pamiętałam, że zaścieliłam łóżko, kiedy wychodziłam.
- Głodna? - usłyszałam przy swoim uchu. Ten bałagan i obecność Blacka wytłumaczyć można było w sposób bardzo łatwy. Część mnie spodziewała się go tu zastać widząc ten bałagan, ale mimo to serce mi podskoczyło, a wraz z nim moje ciało. Ze strachu oczywiście.
- Nie nachodź mnie w moim własnym domu - zaczęłam ciężko oddychać.
- Złamałaś moje biedne serduszko. Chciałem rekompensaty - powiedział, teatralnym gestem chwytając się za pierś, by udać ból serca.
- Kupiłeś karmelki? - spytałam patrząc na blat kuchenny, a na nim przeróżne smakołyki z karmelem i toffi. 
- Mówiłaś, że kochasz karmel.
- Normalnie Cię uduszę - powiedziałam z westchnieniem. Eric zbladł. Podszedł bliżej i nie pewnie spytał:
- Nie podoba Ci się?
Zaczęłam się panicznie śmiać. Czy to mi się nie podobało? Absurd! Nikt nigdy nie dzielił się ze mną jedzeniem ani nie kupował mi jedzenia. A podobno tym można kupić serce kobiety. Cóż, Eric kupił przynajmniej mój żołądek.
- Przez Ciebie przytyję! - zaśmiałam się, ale od razu rzuciłam na karmelki z nadzieniem czekoladowym.
- Więc podoba Ci się? - spytał.
Pokiwałam twierdząco głową.
- Teraz wiem, że żałowałabym, gdybyś nie przyszedł.
Uniósł wysoko brwi w geście zaskoczenia. Nie mogłam jednak stwierdzić, czy jest szczęśliwy z powodu słów, jakie wypowiedziałam.
- Żartujesz? - spytał krzyżując dłonie na piersiach. Zaskoczona, z buzią wypchaną po brzegi karmelkami spytałam:
- Nie? A czemu?
- Cieszysz się, że tu jestem, tylko dlatego, że przyniosłem słodycze?
Nie mogłam opanować uśmiechu, który wdarł się na moje usta i po chwili wykrzywił je od ucha do ucha.
- Tak Eric. Warto mieć takich przyjaciół, jak Ty.
***
Witajcie kochani!
Dziękuję każdej osobie, która skomentowała poprzedni rozdział oraz nowym obserwatorom za przybycie!
Kolejny rozdział już za nami :) Mam nadzieję, że wam się podoba ;)
Zostawcie po sobie jakiś ślad :D 
Do napisania!

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 04

,,Żyć chwilą, żyć pragnieniem, żyć bez marzeń, odejść cieniem"


Minął tydzień, odkąd ja i mój nowy znajomy pod nazwą ,,Eric" spotykamy się po szkole w bibliotece. Zawsze widzę go, jak wychodzi podczas najdłuższej przerwy sam, beze mnie (choć przez każdą inną nie opuszcza mnie na krok), po czym dosiada się do stałego stolika. Co nie zmienia faktu oczywiście, że mnie nie obserwuje.
Wręcz przeciwnie! Jego wzrok da się zauważyć z drugiego końca stołówki. Próbowałam się na tym nie skupiać (co wbrew pozorom wcale nie było trudnym zadaniem), jednak siedząc przy jednym stoliku z Alice i Jacobem naprawdę ciężko zapomnieć, że za Tobą siedzi ktoś, kto niejako wypala Ci dziurę w plecach.
Przez ten tydzień chciałam rozmawiać z przyjaciółmi normalnie, ale zawsze rozmowa sprowadzała się na tory tematowe pod nickiem ,,Erick Black".
Kiedy więc nie mogłam już słuchać o tym, jak mnie obserwuje, co robi, czy nawet (doszło do tego!), że podrapał się po karku, to po prostu wyłączałam się i zajmowałam swoimi myślami.
Ten dzień był kolejnym, który miałam spędzić w obecności bruneta. Na szczęście był piątek, co oznaczało koniec tygodnia.
- Gdzie dziś idziecie? - szturchnięcie w bok i te słowa, które wypowiedziane zbyt blisko mojego ucha mogły podrażnić bębenek, wyłoniły mnie z mroku mojego umysłu i przeniosło do szarej strony rzeczywistości, która wcale nie zapowiadała się, by coś urozmaicić.
- Kto? - spytałam maczając frytkę w ketchupie i biorąc ją do ust, ze zmarszczonymi brwiami.
Oczywiście, że wiedziałam, o kogo chodzi. Liczyłam, że jeśli obniżę moją błyskotliwość do zera, to Alice da mi spokój. Nic z tego.
- Zapewne Ty i Eric - powiedział Jacob i znacząco poruszył brwiami.
- Wyobraźnia Cię poniosła - sarknęłam do przyjaciela, no co ten zabawnie wzruszył ramionami i się zaśmiał. Po chwili wziął garść frytek z mojego talerza.
- A swoich nie masz? - spytałam przysuwając mój talerz bliżej siebie.
- Już nie - wyszczerzył się do mnie. Alice przewróciła oczyma, po czym szybko dodała:
- Zagadujesz ją. Więc Van, gdzie idziecie? - uśmiechnęła się do mnie i zatrzepotała rzęsami.
- Do. Biblioteki - wycedziłam najładniej jak umiałam i najbardziej ironicznie, po czym odsunęłam krzesło i wyszłam na korytarz.
Jeszcze tylko półtora miesiąca, Van. Nic więcej. Potem już nawet go nie zobaczysz.
***
Czasem błędy z przeszłości decydują o tym, jakimi osobami się staniemy, bądź jakie decyzje podejmiemy.
Moja osobowość po pewnym, niefortunnym zdarzeniu stała się nie ufna, konsekwentna i oczywiście kontrolująca wszystko. Moje decyzje zaplanowane, elokwentne i naprawdę starałam się, by były dojrzałe.
Ale co mi po tym, jak nagle w życiu i to dodatkowo MOIM życiu, pojawił się ktoś taki, jak Eric Black?
Spontaniczne decyzje, inteligentne i sprytne wypowiedzi oraz brak szablonowości, to tylko nieliczne cechy, jakie wyróżniają go z tłumu innych osób. Są wkurzające, ale i intrygujące zarazem.
Te dwa uczucia w moim umyśle są tak skrajnie różne... Z jednej strony wolałabym od niego stronić. Ta połowa mojego umysłu, która odpowiada za bezpieczeństwo, zaczyna buntować się przeciw stronie, ciutkę większej, która podpowiada mi, bym jednak poznała go bliżej i spróbowała rozszyfrować. Co niekoniecznie jest ani pożyteczne, ani bezpieczne.
Jego osoba jest jak magnes. Albo lepiej! Jak sieć pajęcza z kropelkami rosy. Zjawisko nad wyraz piękne i aż kusi, by dotknąć, ale gdy się przykleisz, nie wiesz, czy się z tego wyplączesz.
Jego osoba jest zbyt tajemnicza, by przejść obok niej obojętnie. Pojawia się znikąd - dosłownie! i twierdzi, że chodzi do szkoły dłużej niż Ty. Nikt nic o nim nie wie, prócz tego, że siedzi we własnym gronie na stołówce, a ja jestem jedyną osobą, z jaką gada.
Dodatkowo, co działa na moją niekorzyść, ma dość urodziwą twarz. Ba! Jest bardzo przystojny.
Czasem kolor jego oczu, nienaturalnie zielony, intensywny i przenikliwy, sprawia, że mogłabym gapić się na niego godzinami. A w sumie w jego oczy.
Czy to normalne? Odpowiedź brzmi: nie.
A czy to logiczne, bym teraz o nim rozmyślała? Po raz kolejny negatywna odpowiedź.
- Witaj Ness - przy uchu usłyszałam jego głos, na karku poczułam ciepły oddech. Aż podskoczyłam w miejscu do góry.
- Witaj Black - powiedziałam niezadowolona.
- A co To za książka? - spytał, pokazując na tytuł przedmiotu, jaki trzymałam w dłoni.
- ,,Bright Dark". To kryminał, ale naprawdę fajny - powiedziałam z lekkim entuzjazmem. Dosiadł się do mojego stolika. Jak codziennie.
- Bardziej pasowało by ,,Bright Black". Ale Dark też mi się podoba - powiedział z lekkim, krzywym uśmieszkiem. Przewróciłam oczyma.
- To nie tytuł ma Ci się spodobać, a całokształt. Ta książka jest świetna.
- Nessie czytająca książkę, która ma w tytule coś z ,,Dark". Brzmi tajemniczo, nie uważasz? - spytał komicznie unosząc brwi do góry.
- Nie, nie uważam - zaśmiałam się kręcąc głową z niedowierzaniem.
Coraz bardziej wyluzowana oparłam się o krzesło, po czym zamknęłam książkę.
- Już wiem! Dostaniesz nowe przezwisko! - z entuzjazmem małego dziecka i słodkimi dołeczkami w policzkach, Eric (ku mojej niechęci) wyglądał uroczo. Westchnęłam głośno tłumiąc w sobie to spostrzeżenie.
- Co tym razem? Księżna Elżbieta?
- Nie. Darkness.
Mimowolnie uśmiechnęłam się. Podobało mi się to przezwisko. ,,Bright Dark" było moim ulubionym kryminałem, a Darkness było świetnym połączeniem nazwy książki i głupiego przezwiska, które nadał mi Black.
- Podoba mi się - powiedziałam sama się sobie dziwiąc, co wygaduję. Uśmiech Erica powiększył się znacznie, po czym on odpowiedział:
- No wiem.
Czar prysł. Prychnęłam, czym wywołałam jego chichot. Nie minęło pięć minut, a już oboje pochyleni nad książkami, pracowaliśmy nad esejem. Po raz kolejny.
***
Witajcie kochani! Dziś kolejny rozdział, trochę nowych informacji i uczuć Vanessy.
Mam nadzieję, że wam się podoba :) Dziękuję za wasze komentarze!
Rozdział ten dedykuję Invisible, mojej ukochanej czytelniczce, której komentarz poprawił mi humor, cały dzień i wprowadził w szczęśliwy nastrój :)
Dziękuję również wszystkim innym, szczerym obserwatorom :) Bez was nie byłoby tego bloga!
Do napisania!